Na targu byliśmy,kupiliśmy pachnące warzywa i pyszne jabłka.
Do sklepu dziecięcego nie doszliśmy bo narzeczonego bolały nogi...
Z kolacji we dwoje też klapa,narzeczony poszedł spać,głowa go boli,bo sąsiad wiercił od rana.
A ja?
Siedzę kolejny wieczór sama pod kocem z pieskiem i kubkiem herbaty w dłoni, przeglądam,czytam blogi.
I tak co wieczór siedzę sama...
Myślałam,że dziś będzie inaczej,przecież staram się być wyrozumiała,narzeczony pracuje na nocną zmianę od ponad pół roku na kopalnii. Więc czekam z utęsknieniem na weekend aby zjeść razem kolacje,obejrzeć film i wtulona zasnąć do ukochanego,w tygodniu jest to nie możliwe,W wraca z pracy około 10,kładzie się spać o 18 i wstaje o 24 więc razem śpimy jakieś dwie godziny,...
No cóż za pół roku wszystko się zmieni,będzie ze mną moja maleńka córeczka,będę bynajmniej miała do kogo się odezwać :)
A dziś prezentujemy się tak:
![]() |
19 tydzień+5dni |
Prezentujecie się ślicznie :) A co do planów - cóż, niestety nie zawsze wychodzi tak, jakbyśmy chcieli... Tak jak mężczyźni muszą zrozumieć nasze hormony, tak my też musimy być bardziej wyrozumiałe dla nich. Przypomnij sobie fajną poranną niespodziankę :) Chłop naprawdę się stara. Niech sobie odpocznie trochę :) Tak czy siak - życzę miłego wieczoru. Mam nadzieję, że jeszcze nie wszystko stracone i czekają Was miłe chwile we dwoje. Ups... Troje :)
OdpowiedzUsuńBrzuszek rośnie:) mam nadzieje że jutro uda Ci sie spędzić trochę czasu z Ukochanym.
OdpowiedzUsuńA na którą narzeczony chodzi do pracy na nocną zmianę? Daje radę wrócić o 10 rano i dopiero położyć się o 18?
OdpowiedzUsuńPytam się, bo ja na nocne zmiany chodziłam od 2007roku i to w różnych godzinach. Jedno jest pewne: po nocce musiałam przespać się chociaż 5,6 godzin (od razu), żeby "normalnie" funkcjonować.
Teraz jak jestem od marca na zwolnieniu to pierwsze 2 miesiące odsypiałam wszystkie nieprzespane nocki. Praca w nocy jest okropna. Mój Mąż nadal pracuje na nocki (bo tak na marginesie pracujemy w jednej firmie) i też ich nie lubię, bo najpierw spędzam wieczór sama, później calutką noc, a następnego dnia śpi od 7 rano do ok.14. Bez sensu :/
Mam nadzieję, że jak urodzisz to narzeczony będzie spędzał z Wami więcej czasu. Z resztą co tu dużo gadać, przecież on to robi dla was :)
Niestety czasem tak jest , że planujemy coś długo, a potem nic z tego nie wychodzi...
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że wkrótce będziecie mieli dla siebie więcej czasu.
Ja też prawie cały dzień jestem sama z córką...
Pozdrawiam serdecznie i zapraszam do mnie:
http://alinadobrawa.blogspot.com/
W sumie trochę rozumiem Twoją sytuację :) Mam wrażenie, że siedzę w domu cały dzień sama, bo mężu pracuje połowę dnia, a połowę siedzi przy komputerze skrobiąc pracę magisterską;p I dodatkowo jeszcze praktycznie co tydzień jeden albo dwa dni w delegacji..
OdpowiedzUsuńAle na pewno niedługo znajdzie się i chwila dla Was :) U nas tak jest, że koniec końców wyciągniemy parę godzinek dla siebie :)
A jak już będą Maluchy to w ogóle będziemy miały cały dzień z głowy! :D
Będę podglądać co się u Was dzieje ;)
Bardzo ładny brzuszek :-)
OdpowiedzUsuńRozumiem Cię, mój pracuje na 3 zmiany i dodatkowo od października zaczną mu się zajęcia na uczelni.
Jak ma nocną zmianę to dla mnie jest to koszmar:P Bo nie dość, że muszę spać sama to później odsypia w dzień więc też siedzę sama -.-
Ale cóż, pracują i starają się dla nas więc musimy być wyrozumiałe :-)
Pomyśl, że niedługo będziesz mieć swojego Maluszka :-)))
Ja sie urodzi to rzeczywiscie bedzie inaczej;) niestety tak to jest z planami... pieknie wygladasz!!! Brzuszek coraz wiekszy :)
OdpowiedzUsuńNo i tak to bywa z ta praca... Mój M. Wyjeżdża że mną do pracy i koncze o 17 a on czasami i do 22 ( pracujemy w jednej firmie) . Zapraszam do mnie;-)
OdpowiedzUsuńgratulacje i będziemy zaglądać tutaj do Was częściej :)
OdpowiedzUsuńAaa, z facetami to tak zawsze jest! ;) Nie ma kiedy są potrzebni. Ważne żeby w dzień porodu był! :P Ale przynajmniej nauczysz się radzić sobie samej i że w życiu to najlepiej liczyć na siebie:) Piękny brzusio, widzę że różnią nas jakieś 5 tygodni...
OdpowiedzUsuńPozdrawiam!
A ja w takim razie już nie mogę doczekać się Twojego podsumowania tych 20stu tygodni :D
OdpowiedzUsuń